Firmy rodzinne i sukcesja

W Opolu odbyło się spotkanie adresowane do właścicieli firm rodzinnych i ich następców zatytułowane „Wyzwania dla firm rodzinnych”. Jego organizatorem była firma Deloitte.

Witając przedsiębiorców wicemarszałek Stanisław Rakoczy mówił, iż władzom samorządowym województwa zależy na stworzeniu dobrego klimatu biznesowego, na tym, by rodzimi przedsiębiorcy korzystali z europejskich funduszy w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Opolskiego na lata 2014-2020 i wykorzystywali je na rozwój swych firm, badania i innowacje. – Życzę Państwu wszelkiej pomyślności dla dobra gospodarki i naszego wspólnego dobra – powiedział.

Organizatorzy zrewanżowali się podkreślając, że z 14 spotkań cyklu, który odbyli, po raz pierwszy uczestniczą w nich gospodarze regionu, a to dobrze świadczy o klimacie i wzajemnym zrozumieniu swoich potrzeb.

W trakcie spotkania przewijały się tematy związane z edukacją gospodarczą młodzieży, trwałością biznesu rodzinnego i jego kontynuacją, przedsiębiorcy opowiadali o początkach swojej przygody biznesowej i budowaniu firmy.

Prof. Krzysztof Safin z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu, a zarazem szef Centrum Biznesu Rodzinnego, mówił, że uczelnia od lat prowadzi badania i obserwacje firm rodzinnych, a jednocześnie stara się otoczyć opieką juniorów biznesu. – Chcemy – mówił – podpowiadać, jak połączyć nowoczesne spojrzenie z tradycją biznesu.

O swoich doświadczeniach opowiadał Ryszard Wójcik, założyciel i prezes opolskiego Sindbada, największego w kraju przedsiębiorstwa przewozowego. Zaczynał przed 34 laty od dwuosobowego biura podróży, które zajmowało się awizowaniem paszportów. Potem pojawiły się przewozy autokarowe. Dziś firma obsługuje 23 kraje europejskie, zatrudnia 800 osób, w tym 320 kierowców. Ryszard Wójcik, jak powiedział, zaczął o swojej firmie, jako o firmie rodzinnej, myśleć gdy pojawiły się wnuki, a on skończył 50 lat. – Zadawałem sobie pytanie: co dalej z firmą, gdy ja nie będę chciał jej prowadzić lub już mógł pracować? Poza tym zdecydowałem się na przekształcenie prywatnej firmy w spółkę, bo zdałem sobie sprawę, że w razie mojej śmierci, pracownicy – z mocy przepisów – stracą pracę.

Szef Sindbada opowiadał, że ta zmiana formy właścicielskiej nie była łatwa, bo trudno było wytłumaczyć załodze, dlaczego to robi. – Pomogły bezpośrednie rozmowy i argumenty, że dla ich własnego dobra – powiedział.

Od kilku lat prezes Ryszard Wójcik współzarządza spółką z synem Karolem i to jemu zamierza przekazać stery firmy. Zgromadzeni przedsiębiorcy pytali: dlaczego akurat tego syna wybrał na sukcesora? Prezes odpowiadał, że odbywało się to drogą ewolucyjną. Trudno było powiedzieć synowi „Przyjdź do firmy, będziesz katorżniczo pracował”. Starszy syn ma swój biznes, najmłodszy wybrał samoloty i dziwi się, że można w autokarze spędzić 16 godzin, skoro lot trwa godzinę – mówił Ryszard Wójcik. – Sukcesja dokonała się w 99 proc. Ten jeden brakujący procent to stąd, że ja jeszcze pracuję.

Prezes Wójcik przywołał też badania amerykańskie, z których wynikało, że pierwszy etap sukcesji przeżywa 30 proc. firm, a drugi, gdy schedę przejmuje wnuk – tylko 10 proc. Syna Karola czeka więc nie lada wyzwanie.

MS

Nasze serwisy