Nie ma wolności bez „Solidarności”

Skwer Solidarności to szczególne miejsce dla działaczy opolskiej „Solidarności”. Wracają tu wspomnieniami do wydarzeń sierpnia 80”, a zwłaszcza ostatnich dni miesiąca, symbolizujących podpisanie „Porozumień Sierpniowych”.

Nazwa nawiązuje do czterech porozumień zawartych przez ówczesny rząd z komitetami strajkowymi. Najbardziej znane z nich podpisano 31 sierpnia 1980 roku pomiędzy przedstawicielami międzyzakładowego komitetu strajkowego pod przewodnictwem Lecha Wałęsy a komisją rządową w gdańskiej Stoczni im. Lenina. Szczególne brzmienie miał pierwszy punkt słynnych 21 postulatów „Akceptacja niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych wynikających z ratyfikowanych przez PRL Konwencji nr 87 Międzynarodowej Organizacji Pracy, dotyczących wolności związków zawodowych”.

Wtedy rodziła się wolność i marzenia

Według Grzegorza Adamczyka, wiceprzewodniczącego opolskiej „Solidarności”, nie byłoby wolności, którą mamy dzisiaj, gdyby nie było „Solidarności” w 1980 roku. – Miałem 14 lat i z niecierpliwością oczekiwałem na to, co się wydarzy. Euforia była ogromna. Jeden z moich braci był wtedy w wojsku, drugi pracował w kopalni na Śląsku, oboje należeli do „Solidarności”. Oczekiwania były duże. To był  „festiwal marzeń”, czekaliśmy na wolność. Może wtedy tak dokładnie tego nie rozumiałem, ale teraz doceniam – przyznaje. Jak mówi, choć młodzi ludzie znają historię, nie do końca mogą być świadomi, jaki miała ona wpływ na ich życie. – Mogą teraz spokojnie podróżować, wypowiadać się. Nikt ich nie goni, że zbierają się w określonym miejscu – wspomina.

Ten sierpień zapadł wszystkim w pamięci

Do wydarzeń końca lata 1980 roku sięga pamięcią także marszałek województwa Andrzej Buła. – Doskonale pamiętam ten czas. Był to ten moment, gdzie nawet w naszej telewizji publicznej, nie dało się tego uspokoić. Słuchaliśmy wtedy Radia Wolna Europa. Tamci dziennikarze nadawali temu przekazowi zupełnie nowy ton. Żyjąc na południu Polski, nie do końca wiedzieliśmy, co dzieje się na wybrzeżu. Dopiero w życiu dorosłym, uświadomiliśmy sobie w pełni, jaką wartość miała praca tych ludzi – wspomina Andrzej Buła. Marszałek przyznał, że historia pokazała, że był to początek ogromnego ruchu w europie wschodniej. – Takie rzeczy zawsze rodzą się w sposób niespodziewany. Dopiero po czasie widzimy ich wagę i siłę oddziaływania. Koniec sierpnia zawsze będzie kojarzył mi się z czymś radosnym. Ludzie w sposób bezinteresowny, bez nagród, stanowisk czy gratyfikacji, sami z siebie czując wewnętrzny gniew, wiedzieli co chcą w Polsce zmienić – mówił.

„Solidarność to moje życie”

– Pamiętam każdy dzień, co wtedy robiliśmy – przyznaje Roman Kirstein, ikona „Solidarności”. Przez blisko 40 lat prowadzi całą dokumentację wydarzeń z sierpnia 80’. – Wgłębiam się w nią teraz szczególnie. Pracujemy nad utworzeniem Izby Pamięci. Podchodzę do tego z wielkim sentymentem. To moje życie – potwierdza.

Cieszy się również, że jego dzieci i wnukowie wychowali się w duchu solidarnościowym. – Jako inicjator pomnika przyprowadzam tu moje wnuki. Wiele już rozumieją, najstarsza wnuczka doskonale zna historię, w której również ja brałem udział – mówi.

Pamiętają również Ci najmłodsi

Iga Szczepańska, wnuczka Romana Kirsteina zauważa, że jej pokolenie ma dużo łatwiej niż jej rówieśnicy sprzed kilku dekad. – Nie potrafię sobie wyobrazić, jak żyli wtedy tacy młodzi ludzie jak ja. Wiem ze szkoły i oczywiście od dziadka, że były pustki w sklepach, ludzie strajkowali, bo  chcieli  walczyć o swoje prawa i możliwości. Rząd był bardzo zachłanny. Musimy dziękować pokoleniu „Solidarności” za ich trud i walkę – przyznaje nastolatka.

kk

Nasze serwisy